|
ZAMACH
13 maja 1981 r. na Placu Świętego Piotra w
Watykanie rozstrzygały się nie tylko losy Jana
Pawła II. W miarę upływu czasu coraz wyraźniej
widać, że z niezbadanych wyroków Opatrzności
nastąpiło tam starcie sił Dobra z mocami
Ciemności, które wpłynęło na dalsze losy świata.
Jak zapowiadała Trzecia Tajemnica Fatimska,
Papież musiał doświadczyć cierpienia i otrzeć
się o śmierć, aby w jakimś wymiarze dopełnił się
odkupieńczy Plan Boży.
Dwie
ręce
Środa
13 maja 1981 r. była pogodnym, słonecznym dniem.
Od wczesnych godzin popołudniowych tłum
wypełniał przestrzeń Placu Świętego Piotra,
oczekując na spotkanie z Papieżem w czasie
audiencji generalnej. Rano rzymski pensjonat
„Isa" przy Via Cicerone opuścił młody Turek (l.
24), posługujący się paszportem na nazwisko
Karuk Ozgun. Dopiero wieczorem świat miał poznać
jego prawdziwe nazwisko - Mehmet Ali Agca. We
Włoszech przebywał od kilku tygodni, zdążył się
m.in. zapisać na studia w Perugii. Wcześniej
intensywnie podróżował bez celu po całej
Europie, jakby starając się poplątać wszystkie
ślady, dotyczące jego przeszłości i prowadzące
do osób, z którymi się kontaktował. Stanął w
sektorze E, w drugim szeregu pielgrzymów, w
miejscu, obok którego w odległości kilku metrów
musiał przejeżdżać samochód z Papieżem. Wybrał
je starannie. Dzień wcześniej przebywał na Placu
św. Piotra, aby dokładnie przygotować się do
swego zadania. Stanął tak, aby słońce nie
świeciło mu w oczy, a przygodni turyści nie
mogli mu zasłonić białej postaci w samochodzie.
Czekał. W kieszeni marynarki miał pistolet
Browning, kaliber 9 mm. To broń, jaką posługują
się zawodowi mordercy. Wystrzelona z niej kula
czyni straszliwe spustoszernie w organizmie,
powodując rozległe obrażenia wewnętrzne,
gwałtowne krwawienie i szybką śmierć celnie
trafionej ofiary. Audiencja zaczęła się
punktualnie o godz. 17. Ojciec Święty, jak
zwykle, wjechał na Plac św. Piotra odkrytym
samochodem od strony Wieży Dzwonów (Arco delie
Campagne). Obok niego w samochodzie siedział
jego sekretarz osobisty ks. Stanisław Dziwisz.
Samochód poruszał się wolno wśród sektorów,
wypełnionych pozdrawiającymi Papieża
pielgrzymami z całego świata. Pojazd zatrzymywał
się co chwila. Uśmiechnięty Jan Paweł II ściskał
wyciągane w jego stronę dłonie, błogosławił
zebranych, tulił podawane mu z tłumu dzieci. Po
wykonaniu jednego okrążenia, pojazd z Ojcem
Świętym zaczął po raz drugi okrążać Plac św.
Piotra. Minął otwartą przestrzeń, otwierającą
płac na aleję delia Conciliazione i zbliżył się
do końca Placu, koło Bramy Spiżowej. Tam Ojciec
Święty przytulił do piersi dwuletnią dziewczynkę
Sarę Baroli. Oddał ją rodzicom. Wykonał gest
błogosławieństwa, samochód ruszył. Nikt nie
zauważył, jak nagle, ponad tłumem, wzniosły się
dłonie trzymające pistolet. Nastąpiły dwa, jeden
po drugim wystrzały. Zanim świadomość tego, co
się stało dotarła do tłumu, pierwsze zareagowały
ptaki. Jak wspominali później świadkowie, nagle
setki gołębi z przerażeniem wzbiły się w
przestworza. Była godz. 17.19. Dokładnie o tej
samej porze w 1917 r. trójka pastuszków z Fatimy
wysłuchiwała niezwykłego orędzia Maryi, które
zapowiadało męczeństwo Papieża za Kościół i
świat. Ojciec Święty, trafiony dwoma kulami,
osunął się na siedzenie samochodu. Był ranny w
brzuch, ramię oraz wskazujący palec lewej ręki.
Podtrzymał go ks. Stanisław Dziwisz, który
wspominał po latach: „Kula przeszyła ciało i
upadła między Papieżem a mną. Słyszałem dwa
strzały. Kule zraniły dwie inne osoby. Mnie
oszczędziły, chociaż siła naboju była taka, że
mogła przeszyć kilka osób. Zapytałem Ojca
Świętego: - Gdzie? Odpowiedział: - W brzuch. -
Boli? Odpowiedział: - Boli. l w tym momencie
zaczął się osuwać. Stojąc za nim mogłem go
podtrzymać. Tracił siły". W tym czasie panika
ogarnęła ludzi, którzy byli najbliżej zajścia.
Ktoś wezwał ambulans, który szybko przyjechał w
miejsce, gdzie leżały dwie ranne kobiety. Jedna
z nich, Anne Odrę, Amerykanka polskiego
pochodzenia, urodziła się w Wadowicach, tego
samego dnia co Karol Wojtyła. Trafiona została
kulą, która przeszyła na wylot ramię Papieża i
ciężko ją zraniła. Drugą była Jamajka, Rosę
Hali. Tymczasem pojazd z rannym Papieżem
podjechał ponownie do Bramy Dzwonów, gdzie stała
dyżurująca karetka. Okazało się, że nie ma ona
pełnego wyposażenia, więc przeniesiono Papieża
do drugiej, zaledwie tydzień wcześniej
ofiarowanej przez rzymskich lekarzy. Rozpoczęła
się szaleńcza jazda do Polikliniki im. Agostino
Gemelli przez zatłoczone w godzinach szczytu
rzymskie ulice. Ambulans z rannym Papieżem
jechał bez żadnej eskorty, a po kilku chwilach
zepsuła się syrena alarmowa i jedynie klakson
torował drogę. Drogę, którą w nadzwyczaj
sprzyjających okolicznościach można było
przejechać w ciągu pół godziny, przebyli w ciągu
ośmiu minut. Ojciec Święty bardzo cierpiał.
Szeptał: „Maryjo, Matko moja! Maryjo, Matko
moja!", Życie Papieża było zagrożone, choć
dopiero operacja wykazała, że od śmierci
uratował go niezwykły zbieg okoliczności, jak
powiedzą jedni, albo cud, jak stwierdzą inni.
Agca był dobrym strzelcem. Mierzył w korpus
Papieża. Jedna z kul trafiła w brzuch, kilka
milimetrów od głównej tętnicy. Gdyby ją
przebiła, nic nie zdołałoby uratować życia Jana
Pawła II. Wykrwawiłby się, zanim zdołano by
przenieść go do ambulansu. Kula zrobiła w
organizmie Papieża straszliwe spustoszenie. Jak
się później okazało, od zranienia do przyjazdu
do szpitala, Ojciec Święty stracił ponad 3,5
litra krwi. O godz. 17.55 rozpoczęła się
operacja, którą kierował prof. Francesco
Crucitti. Na wiadomość o zamachu, przedostał się
do kliniki z drugiego krańca Rzymu. W tym czasie
dyrektor Gemelli, znakomity chirurg prof,
Giancarlo Castiglione, przebywał w Mediolanie.
Natychmiast wrócił samolotem do Rzymu, przez
telefon udzielając swym współpracownikom
wskazówki, jak rozpocząć niebezpieczną operację.
Po ponad 5 godzinach operacji - o 23.25 - prof.
Castiglione wyszedł do dziennikarzy, aby ich
poinformować, że lekarze zrobili wszystko, co
było możliwe. Pozostawało czekać, nie mając
pewności, że operacja się udała. Około północy
Jan Paweł II odzyskał przytomność. Rozpoczęła
się długa rekonwalescencja. Ostatecznie Klinikę
Gemelli Papież opuścił 14 sierpnia 1981 r.
Jednak do pełni sił już nie wrócił. Agcę ujęto
na miejscu zbrodni. Został złapany dzięki
przytomności umysłu franciszkanki, siostry
Letycji z Bergamo. Stała obok Turka i po
strzałach rzuciła się na niego z krzykiem: - To
on. Analiza zdjęć zrobionych tego dnia na Placu
św. Piotra doprowadziła do odkrycia, że Agca nie
był wówczas sam. Towarzyszył mu Oral Celik,
który zdołał zbiec, korzystając z zamieszania po
strzałach Agcy. Misternie przygotowany plan
zbrodni, którego wszystkich szczegółów nigdy nie
udało się poznać, nie powiódł się. Jak później
powiedział Jan Paweł II: „Czyjaś ręka strzelała,
ale Inna ręka prowadziła kulę". Rok później, 13
maja 1982 r. Papież przybył do Fatimy, aby
podziękować Tej, która nie pozwoliła mu
zginąć,
Wilk
szary czy czerwony?
Mehmet
Ali Agca urodził się 9 stycznia 1957 roku na
tureckiej prowincji, w ubogiej rodzinie, w
miejscowości Hekimhan, oddalonej o 600 km od
Ankary. Szybko stracił ojca, wychowywany
był przez matkę Muzeyen Agca. Był
muzułmaninem, ale rejon, z którego pochodził nie
był zaliczany do obszarów kontrolowanych przez
skrajne bractwa muzułmańskie. Z polityką zetknął
się w Istambule, gdzie studiował ekonomię.
Działał w szeregach nacjonalistycznej
organizacji „Szare Wilki", która od lat walczyła
z rządem tureckim. Ekstremiści chcieli obalić
laicki rząd i zbudować w Turcji państwo
wyznaniowe. Agca wkrótce został wybrany do zadań
specjalnych. 1 lutego 1979 r. zastrzelił Abdiego
Ipekci, redaktora naczelnego stołecznego
dziennika „Milliyet". Ujęty, został osadzony w
specjalnym wojskowym więzieniu Kartal Maltepe.
Teoretycznie nie było z niego ucieczki. „Szare
Wilki" miały jednak wpływowych przyjaciół. 25
listopada 1979 r. Agca uciekł z więzienia,
przebrany w mundur strażnika. Wiele
wskazuje na to, że swe niezwykłe uwolnienie Agca
zawdzięczał temu, że już wówczas postanowiono
powierzyć mu szczególne zadanie. Miał wszelkie
warunki ku temu. Był bardzo inteligentny,
opanowany, świetny strzelec o miłej
powierzchowności i niezwykłej umiejętności
przystosowania się do każdych warunków. Tuż po
ucieczce z więzienia napisał list do dziennika
„Milliyet", w którym groził, że zabije Papieża,
jeżeli ten przyjedzie do Turcji. Jak się wydaje,
list mógł być częścią tworzonej już wówczas tzw.
legendy operacyjnej, mającej przedstawić Agcę
jako niezłomnego muzułmańskiego fanatyka, od
dawna pałającego chęcią zabicia Papieża. Od tego
momentu rozpoczyna się jego szkolenie. Przebywa
w obozie palestyńskich terrorystów koło Bejrutu.
Później odwiedza Iran. Wreszcie latem 1980 r. na
blisko dwa miesiące osiada w Sofii. Zamieszkał w
luksusowym hotelu „Witosza", kontrolowanym przez
bułgarską służbę bezpieczeństwa Drżawną
Segurnost (DS). Nikomu nie przeszkadzało to, że
był on groźnym terrorystą, poszukiwanym przez
władze tureckie specjalnym listem gończym. Dla
nikogo nie było tajemnicą, że bułgarska bezpieka
znajdowała się pod całkowitą kontrolą
sowieckiego wywiadu KG B. W tym czasie w różnych
strukturach DS pracowało ponad 400 oficerów KGB.
Według zachodnich ekspertów Bułgarzy byli
wynajmowani do brudnych akcji, których Rosjanie
nie chcieli przeprowadzać sami. W „Witoszy" Agca
nawiązuje kontakt z turecką mafią narkotykową,
która, korzystając z przyzwolenia DS, bierze
udział w przemycie narkotyków oraz nielegalnym
handlu bronią. Poznaje Bekira Celenka i Abuzera
Uguriu, którzy przekazują mu pieniądze i
wyznaczają kolejne zadanie. W Sofii Agca
otrzymuje pistolet, z którego później będzie
strzelał do Papieża. Został on zakupiony przez
Orała Celika w Wiedniu od handlarza broni Horsta
Gillmayera. Znakomicie podrobiony paszport,
który później ułatwi Agcy bezkarne poruszanie
się po całej Europie, wystawił mu Ugurlu.
Następnie w ciągu kilku miesięcy przemierza całą
Europę w podróżach bez wyraźnego celu. Odwiedza
m.in. Jugosławię, Francję, Wielką Brytanię,
Belgię, Szwajcarię, Węgry, Hiszpanię. Wydawał
mnóstwo pieniędzy na podróże samolotami,
luksusowe hotele, wystawne życie. Wreszcie
przybył do Włoch. Co tam robił zdradził w 1982
r., po roku odbywania kary dożywocia. Został na
nią skazany 22 lipca 1981 r., po trzydniowym
procesie. Może zastanawiać, dlaczego proces
niedoszłego zabójcy Papieża był tak krótki, a
wszystkie działania aparatu sprawiedliwości
miały na celu uzasadnienie tezy, że Agca był
fanatykiem, który całą operację przygotowywał w
samotności. W czasie pierwszego procesu Agca
niewiele mówił. Brał na siebie całą
odpowiedzialność. Prawdopodobnie liczył na
pomoc, która - jak niegdyś w Istambule – miała
otworzyć mu drogę do wolności. Mijały jednak
miesiące i nic nie wskazywało na to, że
ktokolwiek może przeniknąć przez mury rzymskiego
więzienia Rebibia. Wówczas zdecydował się mówić.
Opowiedział o swych włoskich kontaktach z
kilkoma Bułgarami. Nie znał ich prawdziwych
nazwisk, ale potrafił ich wskazać na zdjęciach i
dokładnie opisał ich mieszkania oraz zwyczaje.
Okazało się, że trzech z nich, którzy odegrali
najważniejszą rolę w przygotowaniach do zamachu,
to ludzie powiązani z bułgarskim wywiadem: Todor
Ajwazow, pracownik ambasady, Jelio Wasiliew,
attache wojskowy oraz Siergiej Antonow,
przedstawiciel bułgarskich linii lotniczych.
Anionów został aresztowany, pozostała dwójka
zdołała uciec z Rzymu. Agca zeznał, że po
zabiciu Papieża miał dostać się do samochodu,
który czekał nieopodal kolumnady, przy Placu św.
Piotra. Następnie miał być przerzucony tirem
poza Włochy. Prawdopodobnie byłby wówczas
zlikwidowany, podobnie jak wszyscy, którzy brali
udział w spisku na życie Jana Pawła II. Nie
udało się jednak zatrzymać żadnego z członków
mafii tureckiej. Bekir Celenk schronił się w
Sofii. W maju 1985 r. rozpoczął się drugi proces
związany z tzw. tropem bułgarskim. Tym razem
prokurator oskarżał trzech Bułgarów i pięciu
Turków. Nie zostali jednak skazani, gdyż 30
marca 1986 r sąd uznał, że nie ma
wystarczających dowodów na ich udział w tej
zbrodni. Komentując ten proces, prokurator
Antonio Marini powiedział: „Jest rzeczą
niemożliwą, by Agca działał zupełnie sam. Jeśli
więc nie był sam, ktoś musiał mu pomóc. O tym
kimś, kto mu pomógł, Agca nie powiedział
prawdy". W czasie procesu Agca nieustannie
kłamał, odwoływał swoje zeznania, kpił z sędziów
i opinii publicznej. Ocenia się, że w czasie
procesu przedstawił ponad 100 teorii na temat
okoliczności, w jakich doszło do zamachu. Często
wyrażał skruchę z powodu swego czynu, jak w
trakcie osobistej rozmowy z Papieżem, do której
doszło w więzieniu Rebibia 27 grudnia 1983 r.
Później jednak znów atakował Kościół i Papieża.
Ojciec "Święty wybaczył Agcy jeszcze w czasie
pobytu w szpitalu. 13 czerwca 2000 r.
zamachowiec został ułaskawiony przez prezydenta
Włoch Carlo Azeglio Ciampiego. Obecnie przebywa
w więzieniu w Turcji, gdzie odbywa karę 10 lat
więzienia za zabójstwo Ipekci. W maju 2002 r. w
czasie wizyty w Bułgarii, Jan Paweł II - jak
ogłoszono w komunikacie - powiedział
prezydentowi tego kraju, że nigdy nie uwierzył w
„bułgarski ślad". Są dziesiątki wersji na temat
okoliczności i przyczyn zamachu na Jana Pawła
II. Wiele z nich ma cechy świadomej lub
nieświadomej dezinformacji światowej opinii
publicznej. Niektórzy dziennikarze i publicyści
dowodzili, że spisek został uknuty przez
tureckich generałów w porozumieniu z zachodnimi
wywiadami, m.in. CIA i włoskimi służbami
specjalnymi. Jeszcze bardziej fantastyczne
teorie mówiły o spisku mafii, fanatyków
islamskich oraz części „kamaryli watykańskiej",
niezadowolonej z rządów Papieża. Jedno jest
pewne: śmierć Jana Pawła II była potrzebna
przede wszystkim Kremlowi. Wszystkie ujawnione
do tej pory dokumenty, zarówno z archiwów
moskiewskich, jak i byłej Stasi, mówią o panice
i wściekłości, z jaką kierownictwo Związku
Radzieckiego, a zwłaszcza szef KGB - Jurij
Andropow, przyjęło informację o wyborze
krakowskiego metropolity na Stolicę Piotrową.
Powstanie „Solidarności" zdawało się potwierdzać
ich najbardziej czarne scenariusze. Andropowi
przerażała zwłaszcza rosnąca w czasie
pontyfikatu Jana Pawła II aktywność Kościoła
unickiego na Ukrainie, działającego do tej pory
w katakumbach. Szef KGB obawiał się, że
działania unitów sprzyjać będą odradzaniu się
ukraińskiego nacjonalizmu. Andropow wiedział, że
dzień, w którym Ukraina upomni się o swój byt
państwowy będzie ostatnim dniem Związku
Radzieckiego. Papież Słowianin bez przerwy
wzywający do poszanowania wolności religii oraz
prawa wszystkich narodów do suwerennego bytu,
stanowił ogromne niebezpieczeństwo dla
ateistycznego imperium. Być może chciano, aby
zamilknął.
***********************************
Ojciec Święty
oddał Sarę Baroli rodzicom. Po chwili padły
strzały...
*************************************
17:19 Nad tłumem
pielgrzymów wznosiły się dłonie trzymające
pistolet wymierzony w Jana Pawła
II.
************************************
Papież trafiony
dwoma kulami osunął się na siedzenie samochodu.
Był ranny w brzuch, ramię i palec wskazujący
lewej ręki.
*************************************
Rzymską klinikę
Gamelii Jan Paweł II opuścił dopiero 14 sierpnia
1981 roku.
**************************************
Ojciec Święty
przebaczył zamachowcy wkrótce po zamachu. 27
grudnia 1983 roku spotkał się z Agcą w wiezięniu
Rebibia. Szczegółów rozmowy nigdy nie
ujawniono.
*****************************************
Muzeyen Agca -
matka zamachowcy - wkrótce po zamachu napisała
do Ojca Świętego list, w którym prosiła o
przebaczenie dla swego syna. Papież spotkał się
z nią kilka razy.
*************************

 |
 |
| Zamacowca Ali
Agca |
Pistolet z którego
strzelano do Ojca
Świętego |
|