|
ODSZEDŁ DO PANA
Papież
Jan Paweł II odszedł do wieczności w sobotę
o godz. 21.37. Podobno - choć nie
potwierdzono tego oficjalnie - tuż przed
śmiercią powiedział: Amen. Ojciec Święty
umierał pośród Polaków
Tuż przed śmiercią Jan Paweł II popatrzył w stronę okien wychodzących na plac św. Piotra, gdzie wierni modlili się w Jego intencji. Jak podał dziennik "La Repubblica", Papież próbował podnieść rękę, jakby chciał po raz ostatni pobłogosławić wiernych. W końcu powiedział: "Amen".
Wcześniej, o godz. 20 w obecności Papieża odprawiono mszę św. do miłosierdzia Bożego. Ojciec Święty ponownie przyjął wiatyk (komunię świętą dla umierających) i sakrament namaszczenia chorych.
W chwili śmierci Papieża otaczali rodacy: był arcybiskup Stanisław Dziwisz, który od wielu dni nawet na moment nie opuszczał Papieża, oraz drugi sekretarz Papieża ks. Mieczysław Mokczycki, arcybiskup Stanisław Ryłko, kardynał ze Lwowa Marian Jaworski i przyjaciel Papieża ks. Stanisław Styczeń. Przy Janie Pawle II był także jego osobisty lekarz dr Renato Buzzonetti, a w oddali agonii towarzyszyły polskie siostry sercanki i dwaj inni lekarze.
W chwili śmierci Papieża mocno trzymał za rękę abp Dziwisz. Chwilę potem do prywatnego apartamentu Jana Pawła II weszli watykańscy dostojnicy, z sekretarzem stanu Angelo Sodano i najbliższym współpracownikiem Papieża z kurii rzymskiej kardynałem Josephem Ratzingerem.
Zgodnie z komunikatem, który ogłosił Watykan, Jan Paweł II zmarł wskutek wstrząsu septycznego i nieodwracalnej niewydolności sercowo-naczyniowej. Lekarskie potwierdzenie śmierci trwało ok. 20 minut.
Cisza i oklaski na placu św. Piotra
Gdy jego serce przestało bić, 100 tysięcy wiernych na placu Świętego Piotra wciąż modliło się o zdrowie Jana Pawła II. Watykańscy dostojnicy ze stopni Bazyliki Świętego Piotra prowadzili Różaniec i Litanię do Wszystkich Świętych.
Wiadomość o śmierci Biskupa Rzymu pierwsza podała włoska agencja prasowa ANSA, radio watykańskie zaczęło nadawać Requiem. Kilkadziesiąt sekund później biuro prasowe Watykanu wysłało dziennikarzom smutną wiadomość drogą elektroniczną. Był tam plik o treści: "Ojciec Święty umarł dziś wieczorem o 21.37 w swym apartamencie".
"Nasz ukochany Ojciec Święty Jan Paweł II odszedł do domu Ojca" - powiedział przed godz. 22 arcybiskup Leonardo Sandri rozmodlonemu tłumowi. Na placu na chwilę przerwano głośne modlitwy, zapadła cisza, ludzie pochylili głowy, niektórzy klękali. Potem - włoskim zwyczajem - zgromadzeni pożegnali Zmarłego oklaskami.
Wkrótce nad Watykanem rozległo się bicie dzwonu z Bazyliki św. Piotra, któremu zaczęły wtórować dzwony kościołów całego Rzymu. Na placu wrócono do modlitwy. Nie było rozpaczy.
- Przyszliśmy tu odprowadzić naszego ojca na drugą stronę. Wiedzieliśmy, że z tej drogi nie ma już odwrotu. Ale On sam pokazał, jak ufać Bogu do samej śmierci - mówił jeden z włoskich biskupów.
Przybysze z całego świata chcieli, by Jan Paweł II do ostatniej chwili na łożu śmierci był pewien, że oni są przy nim. Jeszcze na pół godziny przed wiadomością o śmierci Papieża Hiszpanie z gitarami śpiewali skoczne piosenki na Jego cześć. Pielgrzymi z Ameryki Łacińskiej okrzykami próbowali sięgnąć do Jego apartamentów, jak w czasach gdy młody Jan Paweł II na takie wezwania z placu św. Piotra wychodził do swego okna.
Polacy klęczeli na placu w milczeniu. - To dla nas koniec dotychczasowego życia. Nic już nie będzie takie samo - mówili pielgrzymi z Krakowa.
Coraz smutniejsza sobota
Rzym już w piątek wieczorem oczekiwał na odejście jednego z największych w dziejach papieży. Ucichły spekulacje dziennikarzy. Pielgrzymi i rzymianie na placu św. Piotra z różańcami modlili się już tylko o to, by Papież jak najmniej cierpiał.
W sobotę przed południem wątpliwości nie pozostawił komunikat rzecznika Watykanu Joaquina Navarro Vallsa. Poinformował on, że stan zdrowia Papieża pozostaje bardzo ciężki i pojawiły się momenty utraty świadomości. To mogło oznaczać już tylko jedno.
Wkrótce potem kardynał Joseph Ratzinger powiedział, że Papież jest świadom, że umiera, i pożegnał się już ze swymi najbliższymi współpracownikami.
Przez większość dnia Papież zachowywał świadomość, ale coraz częściej i na coraz dłuższe chwile zapadał w śpiączkę. Plotką okazała się poranna wiadomość, że Jan Paweł II podyktował list.
Navarro Valls przekazał jednak od Papieża poruszającą wiadomość. Otóż w piątek późnym wieczorem opowiedziano Janowi Pawłowi II o tysiącach młodych ludzi czuwających na placu św. Piotra. - Z jego słów - powiedział rzecznik - można było odczytać następujący przekaz: "Szukałem was, teraz przybyliście do mnie i za to wam dziękuję".
Ostatni komunikat rzecznika Watykanu o zdrowiu Papieża z godz. 19 w sobotę mówił, że gorączka jest bardzo wysoka. Sto tysięcy ludzi wiedziało, że czuwają przy łożu śmierci Papieża.
Zdjęty pierścień
Włoskie media twierdzą, że dopełniono tradycyjnych rytuałów i kardynał kamerling (jeden z opiekunów pałacu papieskiego) Eduardo Martinez Somalo po śmierci Papieża podszedł do niego i po lekkim uderzeniu młoteczkiem w Jego czoło jeszcze raz potwierdził: "Vere papa mortuis est" (Zaprawdę, Papież nie żyje), po czym zdjął z jego palca pierścień biskupi. Kamerling zapieczętował pokój i gabinet Papieża.
Oficjalny akt zgonu sporządzono dopiero 03.04.2005 i wtedy zgodnie z kanonami Kościoła jeszcze raz zgon Jana Pawła II potwierdzili watykańscy dostojnicy na czele z Camillem Ruinim, rzymskim wikariuszem Papieża. "Urodzony w Wadowicach papież Jan Paweł II nie żyje" - potwierdzili kardynałowie.
Nie wiadomo, kogo Papież wyznaczył na opiekuna swej spuścizny literackiej, która nie podlega tradycyjnym przepisom o sukcesji Papieża. |