|
FILMY
-
"KAROL" - Czjałowiek który
został papieżem
-
"KAROL"- Papież który
pozostał człowiekiem
-
"JAN PAWEŁ II"
-
Filmy o
Janie Pawle 2 z YouTube
"Karol, człowiek, który został papieżem"

Po śmierci kogoś bliskiego przeżywamy zwyczajową żałobę. W
określonym czasie potwierdzamy wewnętrznie i zewnętrznie naszą pamięć o
bliskim, który już odszedł. Ostatnie miesiące należały do papieża, który
poprzez swą śmierć, prowadził nas drogą naszych reminiscencji. W tym
kontekście warto odnotować ostatni film o Janie Pawle II. Jest to obraz
nie tyle papieski, co bardzo ludzki.
Ludzka, wręcz człowiecza dola Karola Wojtyły jest
przedstawiona dość wyraźnie z szacunkiem dla jej ważnych elementów.
Trudno zauważyć, jak wiele dla późniejszego papieża trauma historycznego
"ukąszenia". W jego życiorysie intelektualno-duchowym wszystko było "pod
prąd" typowego polactwa. Modelowany świat dziecinnych Wadowic, otwarcie na
kulturę żydowską, atmosfera uniwersyteckiego Krakowa, wreszcie Bóg nie
tyle nachalny, co tolerancyjny wobec młodzieńczej fantazji. Przyszły
purpurat miał wobec Stwórcy wiele pytań i nie zawsze otrzymywał
satysfakcjonujące odpowiedzi. Ten film przypomina strukturę myślową IX
Symfonię Gustawa Mahlera. Początkowa niespójność dźwiękowych barw tworzy
zwarty obraz dźwiękowych przestrzeni.
Początek wojny był dla Polaków ogromnym wstrząsem. Karol
Wojtyła jako przyszły aktor i mistrz słowa nie jest odosobniony w swym
patriotycznym uniesieniu. Pożoga hitlerowskiej nocy niestety stanowi
lekarstwo na romantyczną subkulturę. Chory ojciec, wątpliwości wobec
istnienia miłosiernego Ojca w niebiesiach, pogarda i arogancja sukcesów
Hitlera dopełnia reszty w filmowym prologu. Niedostrzeżenie pojawia się
postać ks. Zaleskiego, który wyrasta na jedną z ciekawszych postaci.
Ksiądz Zaleski jest tak ufny w Bożą Opatrzność i tak mocny w swej wierze,
że aż nie dzisiejszy. Z dzisiejszymi kolegami w sutannach nie miałby
wiele do powiedzenia. Bez obowiązkowej urzędowej pychy pozostałby
odludkiem i dziwakiem. W wymiarze biografii Wojtyły był zapewne aniołem
prowadzącym przez życie Karola. Kazimierz Obuchowski, wybitny psycholog
osobowości, tak mówi "Wzrasta poziom trudności problemów, przed jakimi
stają ludzie współcześni, gdyż pojawia się coraz więcej sytuacji, z
którymi nie mogą oni poradzić sobie stereotypowym, lub już wypróbowanym
rozwiązaniem". W tych słowach kryje się jedna z największych tajemnic
pontyfikatu Jana Pawła II. Czasy w których mądrości w zdarzeniu z
totalitaryzmem hitlerowskim, oraz pro-socjackim nauczyły go niepodważalnej
mądrości w docieraniu do serca człowieka.

Film bardzo dobitnie wyznacza linię demarkacyjnej posługi
Wojtyły. Nie było żadnego kompromisu w obdarowywaniu ludzi, którzy
przychodzili do niego. Przychodzili z różnych nacji i po wszelaką pomoc.
Nikogo nie odrzucił od siebie. Nie posiadał urzędowego zegarka spod znaku
"jestem najdoskonalszy". Jako narzędzie był cudownie sprawnym instrumentem
w ręku samego Boga. Nienawiść pokonuje miłością i tej dewizie jest wierny
przez całe życie. Skromny z dużym dystansem do siebie odrzuca pozycję
życiowego Hioba na rzecz Pawła z Tarsu, który nie raz przemawiał z pozycji
mówcy na Areopagu. Przyjaciel papieża nie żyjący już Józef Tischner w swym
"Myśleniu według wartości", pisze "Tak więc należy wyróżnić dwa rodzaje
doświadczeń: doświadczenie agatologiczne i doświadczenie aksjologiczne.
Pierwsze jest bardziej podstawowe: odsłania negatywną stronę tego co nas
otacza. Mówi nam: jest coś, czego być nie powinno, świat jest ułudą
świata. Ono również ukazuje nam tragiczność bytu ludzkiego. W
doświadczeniu tym, nie ma jeszcze przeżycia zobowiązania. Nie wiem
jeszcze, co powinienem, jak powinienem, czy w ogóle coś powinienem. Mimo
to już przeżywam jakiś bunt. Na początku myśli jest bunt, bunt jest
pierworodną winą myśli. W buncie tym jest już zawarta preferencja, już
tkwią zarodki widzenia hierarchii. Preferencja jest warunkiem możliwości
myśli. A potem, po doświadczeniu agatologicznym, przychodzi doświadczenie
aksjologiczne. Jego rdzeniem jest "jeśli chcesz, możesz...". Dopiero teraz
staram się zobaczyć, co trzeba zrobić, jak postąpić, kogo ocalić, za czym
biec, a co porzucić. Doświadczenie agatologiczne jest przede wszystkim
doświadczeniem odsłaniającym, zaś doświadczenie aksjologiczne
doświadczeniem projektującym". Można by dodać, iż doświadczenie
agatologiczne sprawia, iż samo istnienie jest problemem. Doświadczenie
aksjologiczne pokazuje właściwe kierunki działań. Trudno mi orzec, czy
autorzy filmu dokonali recepcji myśli Karola Wojtyły, lecz oba kierunki
odkryte i nazwane przez Tischnera potwierdzają się w realizmie Jana Pawła
II. Od antycznych pytań nad sensem, istotą, czy istnieniem, aż po drogi w
których poszczególni ludzie (niekoniecznie wierzący) ze świata
partykularnych zniewoleń, dochodzą do wolnej prawdy o sobie samych. Ten
film w swym przesłaniu ukazuje proste człowieczeństwo dobrego człowieka
sprzężonego z mocą Stwórczą wobec świata, w którym tak naprawdę niewielu
pamięta o miłości.

Wróćmy raz jeszcze do Józefa Tischnera. Już na łożu śmierci
napisał książkę, pod znamiennym tytułem "Ksiądz na manowcach". Nawiązuje
do poprzednich propozycji myślowych. Myślenie agatologiczne byłoby to
zderzenie czystego sumienia z wojenną zawieruchą. Trudne pytania o Boga,
nazwanego miłością, o tym jak iść do źródła, pra-bytu wszystkiego są
obecne w filmowej biografii papieża. By uwierzyć, iż oświeceniowa prawda o
wartości jednostki, stała się drogą instytucjo skostniałej i tendencyjnej,
potrzebą ogromnego przed-rozumienia, opartego na Bogu nie zamkniętym w
szufladki. W wymienionej wcześniej książce w swym pisaniu o "Księdzu na
manaowcach" - ks. Jóżef Tischner przywołuje pracę Horsta Herrmanna pt.
"Papież Wojtyła - święty błazen". Dodaje także, iż Wojtyła jest
przedstawicielem specyficznej ojczyzny i jej tradycji mesjanistycznej.
Zachodzi tu, jak pisze Tischner - "klasyczne przed-rozumienie",
z jakim autor przechodzi do nowo wybranego Papieża. Punkt wyjścia,
okazuje się prosty: Wojtyła jest Polakiem i jako Polak musi mieć w sobie
tradycje romantyczne i skłonności nacjonalistyczne, a jako syn
umęczonego narodu, musi głosić i praktykować mesjanizm. Romantyzm,
nacjonalizm, mesjanizm - trzy kategorie przed rozumienia, z jakimi
podchodzi się do człowieka z Polski. W kontekście obrazów historycznych,
trudno doszukać się jakiejkolwiek logicznej prawdy. Niestety ów niemiecki
myśliciel, zapomniał o dość wyraźnym historycyźmie, który połączony
z mądrą, racjonalną religijnością uczynił z Wojtyły drogowskaz
czytelny i rzetelny, drogi nazwanej oświeceniem.
Sądzę, że jest to film, nie tyle wybitny, co ważny, by
uczynić z prostoty i szczerości bezinteresowny dar wobec egoizmu innych.
Od lekcji wspartej nienawiścią do spełnienia przez miłość. To właściwa
odpowiedź na transformacje aksjologiczną, od agatologicznych przesłanek
zaczynając.
"KAROL"- Papież który pozostał człowiekiem
„Karol – papież,
który pozostał człowiekiem” jest kontynuacją
obrazu Giacoma Battiato. „Karol – człowiek,
który został papieżem”. 16 października 2006
roku odbyła się oficjalna premiera filmu. Po
premierze nastąpiło wprowadzenie filmu na
ekrany kin.
Pierwszy
film z o Papieżu, zrealizowany w 2005 roku,
ukazuje życie Karola Wojtyły. Akcja
rozpoczyna się w 1939 roku i pokazuje
najpierw młodego studenta, potem duchownego,
wreszcie biskupa. Opowiada o czasach
okupacji hitlerowskiej i o czasach komunizmu
w Polsce, prowadzi do momentu wyboru Polaka
na głowę Stolicy Piotrowej.
Kontynuacja
tej historii zatytułowana „Karol – papież,
który pozostał człowiekiem”, właśnie wkracza
na ekrany kin. Akcja filmu rozpoczyna się od
inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II. Film
ukazuje pielgrzymki papieskie, w tym
oczywiście historyczną do Polski z roku
1979. Bardzo dużą część filmowej opowieści
stanowią obrazy z podróży po całym świecie:
do Ameryki Łacińskiej, Afryki, Indii.
Doskonale pokazany jest moment zamachu na
życie Jana Pawła II na placu św. Piotra,
gdzie Ali Agca - 13 maja 1981 roku -
próbował zastrzelić Papieża. Reżyser bardzo
szczegółowo zrekonstruował te wstrząsające
wydarzenia.
Niezwykle
idealnie film przedstawia kolejne etapy
choroby Parkinsona, stopniowo pozbawiającej
papieża sprawności fizycznej i możliwości
mówienia.
Tą piękną opowieść o Papieżu Polaku kończą
niezwykle wzruszające sceny z ostatnich
chwil życia oraz sceny z pogrzebu Jana Pawła
II.
Jan Paweł II został przedstawiony w filmie
jako człowiek niezwykły. Jako człowiek
cierpiący i głęboko odczuwający cierpienie
innych, jako osoba, która zawsze ma na
uwadze dobro innych, jako niestrudzony
obrońca praw człowieka, przeciwnik wojny,
terroru, przemocy. Ale ten wielki człowiek
został również ukazany jako osoba pełna
współczucia, o ogromnej wrażliwości,
niezwykłym poczuciu humoru oraz otwartości.
Film doskonale pokazuje, jak Papież
„wychodzi” do ludzi, jak lgną do niego małe
dzieci, jak przyciąga ku sobie
bezinteresowną, pełną prostoty miłością i
rzeczywistym świadectwem wiary.
W główną rolę (tak, jak w poprzedniej
części) wcielił się Piotr Adamczyk.
Doskonała charakteryzacja nie pozwala
dostrzec, że aktor, który wcielił się w role
Papieża, jest o od niego o kilkadziesiąt
lat, Aktorowi należą mu się wielkie uznania.
Doskonale wcielił się w rolę Papieża.
Pokazał go takim, jakiego go pamiętamy. I za
to bardzo mu dziękujemy.
Premiera tego filmu w Watykanie odbyła się
30 marca 2006 roku. Historię o swoim
poprzedniku obejrzał papież Benedykt XVI
oraz przedstawiciele najwyższych władz
Włoch. Projekcję zakończono owacją na
stojąco. Nie zabrakło chwil wielkiego
wzruszenia. Płacz w watykańskiej auli
towarzyszył kilkunastominutowym scenom
opowiadającym o ostatnich chwilach życia
Jana Pawła II. Po projekcji papież
powiedział, że film ten przedstawia Jana
Pawła II jako "niezmordowanego proroka
nadziei i pokoju".
„Karol – papież, który pozostał człowiekiem”
to film piękny, film wzruszający, film
prawdziwy. Film opowiadający o człowieku,
który zmienił świat. Dziękujemy za tą
wyjątkową historię o Janie Pawle II, o
Polaku Papieżu – naszym Papieżu.
"JAN PAWEŁ II"
Film pokazuje Jana Pawła II jako człowieka wyjątkowo
uduchowionego, zachowującego stały kontakt z „przełożonym”, jako
człowieka wielkiego i świątobliwego, przejmującego się losem całego
świata, kogoś, kto złożył ofiarę ze swojego całego życia. Wszyscy
katolicy będą zachwyceni. Ale nie tylko oni.
Tak samo zachwyceni będą wszyscy, którzy kochali naszego
papieża-Polaka (niekoniecznie ludzie wierzący) i byli z niego dumni,
oraz ci, którzy kochali solidarną, silną wartościami takimi jak
ojczyzna, rodzina, tradycja i wiara Polskę, której już dawno nie ma,
i za którą dzisiaj bardzo tęsknią. Tacy widzowie, chcąc nie chcąc,
też się rozkleją.
Jako że, w porównaniu z „Człowiekiem, który został papieżem”, ten
obraz skupia się bardziej na czasach pontyfikatu i jego przebiegu,
pokazuje Karola Wojtyłę przede wszystkim odzianego w białe szaty,
przemawiającego „po papiesku” ze swojego okna na świat w Rzymie,
unoszącego dłoń w geście pozdrowienia i pokoju, według mnie,
pokazuje go w mniej ludzkim wcieleniu, oddalając od nas. Dużo
bliższy był mi jego obraz wykreowany w „Człowieku”. Tutaj, w „Janie
Pawle II”, pokazano papieża jako autora encyklik, których fragmenty
są zresztą w filmie cytowane, człowieka wielkiego, nazbyt wielkiego;
wszystko, co robił i mówił, to, kim był, było wzniosłe. Wydaje się
być bardzo niedostępny…
Mam coraz silniejsze wrażenie, że wysiłek każdego kolejnego
twórcy, który będzie się upierał, żeby przenieść na ekran pełne
wyzwań, trudów i wyrzeczeń życie Jana Pawła II, żeby opowiedzieć
swoją prawdę o nim, po swojemu namalować mu pośmiertny portret, jest
z góry skazany na porażkę. A to z dwóch powodów. Po pierwsze, będzie
mu bardzo trudno (albo wręcz będzie to dla niego niemożliwością) nie
popaść w pompatyczny ton, który zmieni jego film w niewiele wart
artystycznie pomnik ku chwale tego wielkiego człowieka, który zrobił
dla świata tak dużo. Po drugie, i jest to powiązane z „po pierwsze”,
podejmuje się bardzo śmiałej, wręcz zuchwałej próby zamknięcia kogoś
tak wielkiego, dla wielu ludzi świętego człowieka, w ramy, w nawias
filmu i ekranu kinowego. Portret, który powstaje w efekcie musi być
albo sfałszowany i nieprawdziwy, albo bardzo niespójny i
fragmentaryczny, musi przedstawiać zaledwie drobny ułamek tajemnicy,
wnętrza i życia portretowanego.
Czułam się oszukana. Co prawda podobieństwo fizyczne, gesty,
sposób poruszania się, który całkiem wiernie skopiował Voight są
uderzająco-zdumiewające i aż człowiekowi ciarki po plecach
przechodzą, bo ma wrażenie, ze widzi papieża jak żywego, ale, że tak
to ujmę, to nie jest „mój” papież, czyli ta budząca głęboki szacunek
postać, którą widzę oczami wyobraźni i która żyje w moich
wspomnieniach.
Najsztuczniej wypadły i najbardziej kłują w oczy sceny, w których
nieprawdziwy, naklejony, bijący brawa tłum wymachuje w nienaturalnie
szybkim tempie chorągiewkami i macha do papieża. Po prostu bez
komentarza.
Przez to, że autorzy filmu zdecydowali się pokazać tak obszerny
fragment życia najpierw Karola Wojtyły, a później Jana Pawła II,
musieli wiele kwestii poruszyć bardzo pobieżnie. No właśnie, zbyt
pobieżnie. Film jest pocięty na całe mnóstwo fragmentów,
zdecydowanie brakuje mu ciągłości. Po każdej scenie, po każdy takim
„zagajeniu” rozmowy, dyskusji, wstępie do okoliczności czy tematu,
następuje zaciemnienie obrazu i… przeskakujemy do kolejnej sceny.
Film rozpoczyna scena zamachu i strzałów na Placu Świętego
Piotra, którą ogląda się ze ściśniętym gardłem albo łzami w oczach.
Zamachowiec chciał w końcu skrzywdzić, skrzywdził naszego
papieża-Polaka.
Obraz jest koprodukcją amerykańsko-włosko-polską wyreżyserowaną
przez Johna Kenta Harrisona. Powstały trzy odmienne wersje, różniące
się wyborem jednych scen i fragmentów, i pominięciem innych. Myślę
jednak, że w Polsce film będzie przeżywany najmocniej.
We Włoszech i w Stanach film został już wyemitowany w telewizji,
w dwóch częściach. U nas, najpierw trafi na ekrany kin, później
pokaże go Telewizja Polska.
Odtwórca jednej z dwóch głównych ról, mianowicie roli Jana Pawła
II (druga główna rola to papież zanim został papieżem, czyli Karol
Wojtyła w wykonaniu Cary’ego Elwesa), Jon Voight, jak całe rzesze
innych, podziwiał papieża. Stwierdził, że zagrał najlepiej, jak
potrafił i papież o tym wie. Myślę, że oba te stwierdzenia są
jak najbardziej prawdziwe. Czego by o tym filmie, który ma kilka
mankamentów, nie mówić, to, co pokazał ten aktor, jest urzekające i
robi ogromne wrażenie. Powiedział: Myślę, że udało mi się
uchwycić coś z jego poczucia humoru, coś z jego siły i coś z jego
cierpienia. I coś z jego duchowości. To wszystko prawda. Problem
polega na tym, że to tylko po kawałku z trudnej do ogarnięcia
całości, po „cosiu” ze wszystkiego, czyli w efekcie malutki skrawek
prawdy o tym człowieku.
Tak na marginesie dodam, że w polskiej wersji językowej pod papieża-Voighta głos podkłada Krzysztof Kolberger.
Obydwaj aktorzy (Voight i Elwes) przygotowując się do swoich ról
bardzo zbliżyli się do papieża i jak twierdzą, lepiej go zrozumieli.
Podkreślali, że doświadczył wielu cierpień, i właśnie dlatego tak
dobrze rozumiał ludzi cierpiących i potrafił im współczuć, że, czy
przed dwojgiem rozmówców czy przed milionem był bardzo autentyczny
ponieważ pozostawał sobą. On się zawsze uśmiechał! Często nie
było tego widać, ale to był taki wewnętrzny uśmiech. Widać go było w
jego oczach, zauważył Voight.
Film ogląda się w ciszy i poczuciu uczestniczenia we wzniosłym
wydarzeniu. Mało swobodnie.
Może tak psioczę, bo film uświadamia mi, jak bardzo tęsknię za
tym człowiekiem, jak pustym miejscem stał się bez niego świat, a my,
jak bardzo osamotnionymi sierotami po nim…
Czy film porusza? No pewnie, że tak! W sumie, nie mogło być
inaczej!
|